„Człowiek ze stali” – stara historia na nowo.

https://i2.wp.com/1.fwcdn.pl/po/53/88/305388/7553488.3.jpg

Któż nie zna historii super – przystojniaka w niebieskich rajtkach i czerwonej pelerynce?
Chyba wszyscy chłopcy chcieli kiedyś być Super Man-em, a każda dziewczynka marzyła by być jak Lois Lane.

Komiksy, filmy, seriale. Historia opowiedziana już setki razy ponownie trafia na ekran.
Opowieść z założenia jest przewidywalna – zanim film się rozpocznie, już wiadomo, że będzie z „hepiendem”.

Ważne co mamy po drodze.
Okazuje się, że poza znaną całemu światu fabułą, dostajemy tak naprawdę niewiele.

Po pierwsze – z adaptacji komiksu, których ostatnio na ekranie niesamowicie wiele, tym razem wyszła historia zaskakująco patetyczna.
Clarc Kent znany nam do tej pory jako rasowa „ciapa” jest tutaj bohaterem co prawda zagubionym, ale jednak jednak w miarę ogarniętym i smutnym. Brakuje mu wyrazistości, nakreślenia jakichkolwiek typowych dla niego cech.
Superman jest… żaden. No ok. Przystojny, ale co poza tym? Iron Man czy Batman w życiu prywatnym mieli nadane charakterystyczne cechy, można było zidentyfikować ich sposób bycia. Tutaj tego nie ma.
Mój TŻ argumentuje to tym, że zarówno pan Stark jak i pan Wayne, byli ekscentrycznymi multimiliarderami, natomiast Kal-El to pozbawiony ludzkich wad, altruistyczny kosmita z pola kukurydzy. Może w tym tkwi sekret jego nijakości.

Lois również rozczarowuje – zamiast twardej karierowiczki o sercu nie wrażliwym na zaloty ziemian, widz odnajduje w filmie dziewczynę z sąsiedztwa o urodzie pasującej do komedii romantycznej. Brakuje w niej dziennikarskiej przebojowości i zadziorności, znanej nam chociażby z kreskówek.

Idąc do kina miałam nadzieję na to, że „ten Superman” będzie inny. W jakiś sposób lepszy. Co prawda, główny bohater w końcu został wyzwolony z czerwonych gatków na wierzchu, jednak i tak jestem rozczarowana. Nie znalazłam tej „inności” jakiej oczekiwałam. W filmie mimo spójności akcji, brak logiki w postępowaniu bohaterów.
Dialogi są sztywne i bije z nich wspomniany już patos.
Podobno „Człowiek ze stali” jest tutaj bardziej ludzki, a ludzie bardziej bohaterscy, nie kupuję tego. Uczłowieczenie komiksowej ikony średnio wyszło – liczyłam na jakąś charakterystykę Kal-Ela, obraz tego, co mu w głowie siedzi, co mu w duszy gra, a po raz kolejny zobaczyłam tylko bohatera dobrego z samego założenia i tego trzeba się trzymać.

Produkcji nie można odmówić ilości efektów specjalnych, ich jakość tak do końca jednak nie powala. Film zyskałby, gdyby kilka scen zostało wcześniej przyciętych, kosztem sensownego rozwinięcia innych wątków.

Zdecydowanym plusem „Człowieka ze stali” jest dla mnie ścieżka dźwiękowa.

Mój mężczyzna twierdzi, że się czepiam. Że na siłę utrudniam sobie ten film i doszukuję się szczegółów do skrytykowania, zamiast przyjąć to jako lekką opowiastkę, która choć dobrze mi znana, została dostosowana do „naszych czasów” by zainteresować kolejne pokolenie.

Oglądaliście? Jakie są wasze wrażenia?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: