Wartość niematerialna

Co jakiś czas, niestety w miarę regularny ktos cos w sieci kradnie.

 Nie cytuje.

Kopiuje i wkleja jako swoje.

W mentalności ludzkiej wciąż panuje przekonanie, że jesli nie da się czegos namacalnie dotknąć, nie można tez tego ukraść.

Tutaj łupem pada czas, emocje, wysiłek.

 Autor się nagłówkował, napracował, rozpisał, riserdż zrobił, fotek napstrykał, starał się, by było idealnie, by wszystko było zapięte na ostatni guzik.

A potem przyjdzie Andżela i trenerów, skopiuje, przepisze, zdjęcia odwróci, wstawi u siebie, źródła nie poda i jeszcze podpisze jako swoje.

Trzeba sobie radzić

W krajach Europy zachodniej uczy się dzieci, ze ściąganie na klasówkach  to zło i zachowanie nie fair wobec tych, którzy poświęcili więcej czasu, pracy, czasem nawet pieniędzy na korepetycje by dobrze się przygotować. U nas umiejętne ściąganie bywa powodem do dumy, a i czasem nawet rodzice pochwalą, ze syn czy córka tak świetnie umie kombinować. W późniejszym czasie równie entuzjastycznie patrzą na to, ze nastoletnia córeczka, mimo ze orłem z polskiego nie była, jakimś cudem co jakiś czas dostaje „coś” pocztą – kosmetyki czy inne bajery i tak ładnie o nich w internecie pisze. Czy pisze samodzielnie? Tym już interesuje się mniejsze grono. Zazwyczaj tylko inni blogerzy/blogerki – głównie Ci poszkodowani.

Moje dziecko? W życiu!

Podczas gdy praktycznie każdy przeciętny  rodzic, istota coraz bardziej zapracowana ale też coraz lepiej radząca sobie z obsługą komputera, stara się monitorować prace domowe swojego dziecka pod kątem błędów stylistycznych i ortograficznych, to jednak prawie nigdy nie sprawdza wypracowań przy współpracy z wyszukiwarką internetową by przekonać się, czy przypadkiem sprytny uczeń nie przepisał słowo w słowo cudzej pracy. Często gęsto jest to kwestia naiwnej wiary, że dzieciaki same z siebie wiedzą, ze tak nie wolno, jednak jeszcze częściej nawet jednostki dorosłe nie widzą w tym niczego karygodnego.
A nauczyciele?
Nie są w stanie wyłapać wszystkiego – nie mają czasu na prowadzenie śledztwa przy okazji każdego sprawdzanego zeszytu. Plagiaty uchodzą na sucho. Nawet, gdy polonista z powodu nieodpartego uczucia, ze już coś takiego gdzieś czytał, wezwie do szkoły rodziców, zazwyczaj nie usłyszy więcej niż „a co w tym takiego złego?”.
Uczeń w polskiej szkole właściwie nie ponosi konsekwencji za kopiowanie wypracowań czy referatów. Dopiero w niektórych liceach praktykujący takie metody zderzają się z rzeczywistością i dostają „jedynki” – ale czymże jest ocena w dzienniku, którą można zawsze poprawić? Na studiach spróbują znowu, licząc, że przejdzie. I, co bolesne, kurwa mać, przechodzi.

Bo było w guglach

To tak, jak z tym lasem państwowym w czasach komuny – ciężko pojąć, ze skoro jest wspólny, to sobie nie można dębu  na opał wyciąć. No bo skoro coś teraz jest w sieci, to pewnie zrobiło się samo, nie ma autora. A przecież nawet jak ma, to udostępniając daną treść, pewnie ma świadomość, ze ktoś nie raz sobie jeszcze z jego dorobku coś przywłaszczy.
Bo co to jest prawo autorskie? Pfff… Mickiewicz i Chopin jakoś bez tego żyli. No bo po co to komu? Przecież taki bloger Mickiewiczem nie jest. Ani nikim innym bardziej znaczącym.
Albo fotograf – do Matejki takiemu daleko.

Prawo niedoskonałe


Albo jaśniej mówiąc, pół martwe, to kolejna kwestia która nie zniechęca do podpisywania się pod cudzą treścią. Zawsze można się przecież wykłócać, że naprzyklad to, co teraz czytacie nie ma znamion utworu. No i nasze wspaniałe organy ścigania nie maja ani jasnych wytycznych ani doświadczeń w tego typu sprawach. Nie dosyć, ze ciaganie po sądach plagiatora się przeciętnemu blogerowi opłaca średnio, to i kary w takich przypadkach złodziej ponosi niewielkie, a w świadomości wielu, bardzo wielu ludzi, też niewielkie straty zostają w ten sposób wyrządzone. No bo co to za strata, skoro nie zostało się czegoś w stricte tego słowa znaczeniu, pozbawionym? Nadal niestety w głowach większości pokutuje przekonanie, że jak coś się skopiuje to to nie jest kradzież, bo w końcu oryginał i tak zostaje tam gdzie był. Czyli  sumienie pozostaje wyprane.

Wszyscy są poszkodowani

Nie mogę, naprawdę nie mogę pojąć, dlaczego blogerki kopiują treści, że w konkursach biorą udział zdjęcia, których autorem nie jest zgłaszający. Jak można wtedy cieszyć się wygraną czy liczbą odsłon strony? Dlaczego ludzie idąc na łatwiznę nie myślą, że komuś szkodzą? Bo przecież jak długo będzie panowało przyzwolenie na takie kombinowanie,
tak długo ktoś będzie poszkodowany – blogerzy, fotograficy, poeci, sponsorzy, inwestorzy, darczyńcy. Ale przede wszystkim czytelnicy, którzy powinni byc w tej wyliczance najcenniejsi. A  oni szybko zweryfikują, czy źródło, z którego czepią jest właściwe, rzetelne, czy może pisał kto inny, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Dla mnie to jest ideologicznie nie do przyjęcia. Kiedy ktoś chce mi np. zapłacić za pracę maturalną albo licencjat/magisterkę (jestem polonistką), jestem w stanie co najwyżej zaoferować pomoc merytoryczną, korektę i inne tego typu rzeczy, ale sam handel tego typu publikacjami jest moim zdaniem procederem haniebnym i nie do zaakceptowania. Plagiat? Nie pojmuję. Nie potrafisz człowieku niczego zrobić sam, to się nie bierz za ‚tworzenie’ i znajdź inną dziedzinę, w której rzeczywiście się sprawdzić bez kradzieży cudzej własności…

    1. Zgadzam się z Tobą w 100%.
      Nie widzę usprawiedliwienia dla tego procederu, nie widzę w tym sensu.
      Skutki znane są nam wszystkim, ale jaka jest tego przyczyna?
      Chciwość? 😦

  2. Podzielam w pełni twoje zdanie, osobiście uważam też,że nie ma nic piękniejszego niż satysfakcja ze własnej pracy, pasji, ale wiele osób chyba o tym nie wie i idzie na łatwiznę, w gruncie rzeczy zabierają sobie radość życia, bo czy można z dumą spoglądać rano w lustro wiedząc, że się coś stworzyło okradając innych? oszukując nauczycielkę ? oszukując samych siebie ?itp. odpowiedź jest oczywista, ale chyba nie dla wszystkich, może kiedyś do tego dojdą …
    pozdrawiam – super wpis !

  3. Nie rozumiem porównania ściągania na klasówce do łamania praw autorskich. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Nie rozumiem demonizowania i bólu dupy, że ktoś ściągał. Ja w życiu ściągałam mało, głównie dlatego, że nie umiałam, ale nie powiem, że mi się nie zdarzyło. Wiecie kto z tego powodu jest poszkodowany? LOL NIKT. Nic się nie stało, nikt się nie obsrał, a ja dostałam 2 i zaliczyłam jakieś hiper pierdoły, których dzisiaj już nikt nie pamięta. Na studiach nie ściągałam wcale, ale byli tacy, co ściągali na wszystkim. Czy miałam im za złe, że czasem dostali lepszą ocenę ode mnie? Absolutnie nie, w ogóle mnie to nie obchodziło, bo to nie ma żadnego znaczenia, nie czuję odrazy, bo ojejku jejku ja taka ważna, tak się starłam i boli mnie dupka, że ktoś sobie ściągnął, on powinien mieć chujowe życie i przechlapane, bo TAK NIE MOŻNA OJEJKU, życie takie nie sprawiedliwe, oni ukradli mój czas, moje życie, bo ja się uczyłam, a oni wódkę pili płacz, płacz, płacz. Nie cierpię tych ludzi, którzy nie mają dystansu ani do siebie ani do ludzi. Życie nie jest sprawiedliwe – NIESPODZIANKA:D! Znałam super „kujonów”, którzy ze wszystkiego musieli mieć piątki i oni też ściągali z przedmiotów, w których nie byli najlepsi. Dawali od siebie ściągać, komuś słabszemu – JAK TO MOŻLIWE, że dzielą się swoją ciężką pracą? Bo nie wszyscy są zjebani na swoim punkcie. Jakie to ma znaczenie po latach?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: