Wyjść za mąż & nie zwariować. Prawdopodobnie część I.

Za niecałe trzynaście miesięcy, o godzinie jeszcze nie ustalonej wyrecytuję regułkę
o świadomości praw i obowiązków. Do dnia tego, moje proste, nudne i zwyczajne dotąd życie, zostanie skomplikowane za sprawą miliona drobiazgów, o których istnieniu do tej pory nie było mi dane nawet wiedzieć.

Bo trochę taka niestatystyczna jestem.
O ile większość babskich gazet czy portali kobiecych, a tym bardziej ślubnych, uparcie twierdzi, że każda, ale to każda dziewczyna marzy o białej sukni, welonie, ogólnie o ślubie
z księciem z bajki na lśniącym rumaku (podobno nawet siedzącym tyłem, jak podpowiada pewna współczesna reklama) uwieńczonym wystawnym weselem do białego rana,
o tyle w moim przypadku jest to pudło. Pudło tak wielkie jak to, które zabiło Hankę M.

Tak więc zamiast być cała w skowronkach rwę włosy z głowy, patrząc na ogrom wzorów zaproszeń, jaki dostępny jest w sieci.
Moja głowa zapchana jest wizją kwiatów, etykietek, wstążeczek i innych mikroskopijnych szczególików, mających na celu uświetnić Ten Wielki Dzień.

Na przykład nie wiedziałam do tej pory, że wesele powinno mieć motyw przewodni, dzięki któremu wszystko wizualnie trzyma się kupy. A jak motywu nie można nijak  wymyślić,
to koniecznie trzeba mieć przynajmniej kolor przewodni, czyli taki, który jest wszędzie,
pasuje do wszystkiego i jednocześnie podoba się młodej parze, a raczej pannie młodej,
bo facetowi taki szczegół to raczej bardziej niż mniej jest obojętny. Przynajmniej mojemu.
Nie widzi ani różnicy ani problemu, który mi będzie spędzał sen z powiek, bo ja tak bardzo nie cierpię pasteli!

Tak już niestety mam, że targają mną teraz dwie skrajności – z jednej strony jest mi to obojętne (haha! akurat! teraz tak gadam!), byle by „odbębnić” i będzie, byle goście się będą dobrze bawić bo impreza jest głównie dla nich, byle DJ nie nawali, a fotograf zrobi fajne zdjęcia, a przecież i tak ważniejsze jest to co będzie po weselu i mam tutaj na myśli przyszłość bardziej odległą niż noc poślubna.
Z drugiej natomiast strony, nie daje mi spokoju pewnego upierdliwego rodzaju zamiłowanie do perfekcji i dbałości o szczegóły, które podpowiada mi, że to nie tylko dla zaproszonych weselników ma być udany dzień, ale i własne oko mam przy okazji nacieszyć urokliwymi pierdółkami, że pierwszy taniec powinien być zatańczony dobrze do ulubionej piosenki,
a nie zaledwie pobujany do melodii takiej sobie nic dla nas nie znaczącej.

I wcale, ale to wcale nie pomaga mi fakt, że większość znajomych mężatek twierdzi,
że rok z hakiem to mało, zdecydowanie za mało czasu na przygotowania, na zapięcie wszystkiego na przysłowiowy ostatni guzik.

Czyli ile czasu potrzeba by się nie spieszyć, zorganizować wszystko na spokojnie?
Dwa lata? Trzy? Pięć? Przecież nas nic nie goni…

Przecież doskonale wiem czego chcę… (Pfff, haha! Akurat!)
Dopóki nie widzę na zdjęciu czegoś innego i dopóki nie zaczynam się zastanawiać co ładniejsze/lepsze czy bardziej odpowiednie/praktyczne.
I mimo, że zarzekam się, że nie chcę udziwnień, wygląda na to, że to właśnie największym udziwnieniem będzie.
Wierzcie mi, choć może się wydawać, że jest zupełnie inaczej, czasem zamiłowanie do prostoty i ascetycznej wręcz klasyki, bywa przekleństwem.

A terminy podobno gonią! Niby człowiek myśli, że jest na początku drogi, a okazuje się,
że jest w lesie i na wszystko jest już spóźniony, pół minuty za odjeżdżającym pociągiem. Fryzjerkę to przecież najpóźniej trzeba na pół roku przed faktem umówić.
Na jakim ja świecie żyję, że takich rzeczy nie wiem?!
A sukienka? O matko, to już zupełnie inna historia!

Kalendarz się zapełnia notatkami, sugestiami, podpowiedziami czego i gdzie szukać.
Zamiast klarownej wizji robi się misz-masz cudzych pomysłów i modnych ostatnio „inspiracji” wszystkiego, o których się tyle mówi.

A może ja tylko panikuję? Może nie tylko ja tak mam, że wszystko to czarno widzę?
Może to nieodzowny element przygotowań, takie „niewiemczegochcężebybyłook”?
Bo zakładając że to mój pierwszy ślub będzie to to zrozumiałe chyba? Zakładam też, że choć wiele się może zdarzyć, to będzie to zarazem mój ślub ostatni, więc chcę, żeby był po prostu fajny… Miał ktoś tak?
Może sprecyzuję MIAŁA KTÓRAŚ tak?   😀

Reklamy

3 Komentarze

  1. Ja nie brałam kościelnego, nie robiłam wesela, żadnych motywów, żadnych pasteli, żadnych przygotowań. Powiedziałam biorę ślub za 1,5 miesiąca i tak się stało:). Cieszę się z tego, bo z tego co piszesz dostałabym kociej mordy i umarła na zawał już po tygodniu, gdyż rzeczy takie stresują mnie jak cholera. Ja wolałam bez i dobrze mi tak:), chociaż większość uznaje nas za dziwaków, ale życzę powodzenia w przygotowaniach, oby udało się jak najlepiej:)

    1. A dziękuję 🙂
      U nas też bez kościelnego 🙂 wesele jest efektem kompromisów i nie za duże będzie, a też jak na dziwaków na nas patrzą bo w ogóle „po co do cywilnego wesele?”.
      Coś czuję, że dzięki tym wszystkim „przygotowaniom” powstanie całkiem obszerny cykl wpisów podszytych paniką czy uda się moją wizję z ogólnie przyjętą „normą” pogodzić 😀

  2. My ślub zaklepaliśmy w marcu. Pełen spontan – jedna rozmowa [po pięciu latach narzeczeństwa ;)] i na drugi dzień już gnaliśmy do urzędu. Nawet chcieliśmy wziąć ślub szybciej niż w sierpniu, ale brat Tego Mojego, któremu zdarzyło się niespodziewanie spłodzić dziecko, wymyślił, że może jednak ‚oni pierwsi wezmą’. Nie wzięli do tej pory 😉 Ale sierpień to fajny moment był, akurat powiedzieliśmy ‚tak’ dzień po naszej siódmej rocznicy.

    Co do przygotowań – nie było tego dużo. Restauracja, zaproszenia, prezenty dla gości i takie tam pierdoły. Sukienkę kupiłam taniutko w sieciówce, akurat przyjaciółka mi ją upatrzyła i sądzę, że efekt końcowy był naprawdę fajny. Ważne, że dzień ten był urządzony całkiem po naszemu – dlatego Wy też róbcie tak, jak chcecie żeby było. To, że modne są motywy przewodnie, takie czy inne gadżety, powinno zejść na drugi plan, jeżeli kreuje się swój superważny dzień 🙂

    Życzę Wam powodzenia i dużo, dużo wytrwałości! Na pewno jeszcze wiele ‚mądrych rad’ będzie spadać na Wasze strapione głowy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: