Sklepowa

Stałam się dziś w sklepie świadkiem, krew mi burzącej w żyłach sceny:
bliska płaczu lecz mająca rację sprzedawczyni, kontra sfrustrowany, pieniący się klient, który zamiast przyznać się do błędu, wyjść i zachować twarz, to drze się na biedną dziewczynę i pretensje rości chyba już nawet o to, że ziemia się obraca a niebo jest niebieskie.
A co ona winna, ze on nie wie na jakie zamówienie się z szefem umawiał, a teraz krzykiem nadrabia niewiedzę?
Aaa bo widzicie… No bo ona z zasady jest gorsza, bo pracuje za ladą.
Jak kelnerzy, fryzjerzy, salowe i szwaczki, tak sprzedawcy są w oczach wielu o kastę niżej.
To może przy powiedzeniu, że praca uszlachetnia zróbmy gwiazdkę z odnośnikiem
„ale nie ta” i tu wypunktujmy zawody pogardzane…

Przypomniało mi się przy okazji, jak dawno temu komuś pożaliłam się na jakiś aspekt swojej pracy w sklepie właśnie. Usłyszałam wtedy coś w stylu „ale czego ty oczekujesz, czym ty się chcesz unosić? przecież ty jesteś tylko sklepową”
A no tak, bo „sklepowe” to już nie mają dumy, można nimi zamiatać, a one się mają tym cieszyć, ładne rozumowanie, prawda?
I właśnie dziś, gdy po latach długich i po obserwacji tej kretyńskiej szopki na zakupach,
te słowa do mnie wróciły, zrobiło mi się przykro. Nie dlatego, ze tamten znajomy mi ubliżył – mam swoje zdanie na temat pracy w handlu i nic go nie zmieni, więc spłynęło to po mnie jak woda po kaczce.
Zrobiło mi się przykro, ponieważ ponownie zrozumiałam, jak bardzo społeczeństwo chce sobie poprawiać samoocenę, próbując banalnym osądem rozdzielać innych na lepszych
i gorszych, siebie oczywiście dodając do tej pierwszej grupy.
Swoją drogą, muszę przyznać, że współczuję troszeczkę mojemu ówczesnemu rozmówcy tak wąskich horyzontów. Jednak jeszcze bardziej żal mi jego najbliższych – wyobraźcie sobie, skoro nie są dyrektorami od czegokolwiek, to jak on ich musi postrzegać?

Tak jak podróże nie kształcą nikogo z samej zasady, a jedynie tych, którzy chcą czerpać
z nich wiedzę, tak i pracy innych nie zrozumie byle cymbał, który widzi tylko to,
co niewiele się wysilając, zobaczyć chce.
Bo nie każda fryzjerka to głupiutka trzpiotka, nie każdy sprzedawca to człowiek bez wykształcenia, nie każdy kelner to istota o złamanej karierze.
Są na tym świecie ludzie wybierający te zawody świadomie. Zdziwiony?

Mnie się praca w handlu podobała, uwielbiam kontakt z ludźmi. Nie lubię hermetycznych środowisk jakie zazwyczaj zamykają się w biurach. I kocham to, ze wściekłego bez przyczyny klienta można skutecznie zbić z tropu serdecznym uśmiechem na pożegnanie.

Nie pojmuję, jak z jednej strony można oczekiwać coraz lepszego poziomu obsługi klienta, jednocześnie gnojąc na każdym kroku przedstawicieli zawodów, od których ona zależy.
Bo to przecież tylko ekspedient czy barman.
Ale fajnie jest, jak sprzedawca wie, o co pytasz klientko, prawda? Gdy umie dobrze
rozmiar dobrać, zna się na materiałach.  Albo Tobie kliencie milo jest, ze się kelnerka uśmiechnie pobłażliwie, zamiast w pysk strzelić za nieudolne umizgi, gdy podchmielony siedzisz z kumplami przy piwie.
Przykłady można by mnożyć w nieskończoność.
Nie jeden socjolog powinien przejść praktyki w pierwszym lepszym spożywczaku albo
w zakładzie fryzjerskim -nauczył y się o ludziach o wiele, wiele więcej niż na wykładzie.

W każdym zawodzie znajdzie się buc i ignorant, człowiek nie znający się na swojej robocie, niezależnie czy dziury w drodze łata, czy drogi te projektuje – każdy ma tutaj swoją rolę.
Jednak nic mnie tak nie wyprowadza z równowagi, jak generalizowanie, które jest krzywdzące w każdej sytuacji.

Chciałbyś, drogi kliencie, by sobie sprzedawca/kasjer/subiekt/ekspedient mógł wybierać, kogo obsłuży? Wierzcie mi, z pewnością nie jeden zadufany w sobie kupujący wrócił by
do domu z niczym i musiałby z pokorą przymierać głodem, do czasu zmiany nastawienia.

I teraz ja rzucę sobie uogólnieniem wartym zapamiętania:
Nie ważne czy jesteś inżynierem, magistrem, profesorem, managerem, prezesem czy nawet premierem, dopóki nie nauczysz się szanować pracy innych ludzi,
jesteś i pozostaniesz zwykłym burakiem.

Advertisements

4 komentarze

  1. Też pracowałam za ladą na studiach, zresztą gdzie nie pracowałam. I też pamiętam to zachowanie ludzi – skoro jestem klientem, to wymagam. Słoma z butów. Zasadniczo mam wrażenie, że spisałaś moje emocje, czuję się okradziona 😉
    Jeszcze jedno mnie drażni, ale to może własne przewrażliwienie – nie znoszę słowa „sprzątaczka”. Niesie ono jakieś cos upadlającego, a nie powinno tak być.

    1. Oj, o spojrzeniu „społecznym” na panie sprzątające zawodowo, to długo by rozprawiać.
      Wszyscy chcieli by mieć dobrze, wygodnie, czysto, ale przecież to się samo nie zrobi, szacunku brak dla wielu, wielu grup zawodowych, a to cholernie przykre.

  2. W czasach studenckich pracowałam w kinie. Nie byłam sklepową, ale kimś na ‚podobnym poziomie’ [w oczach społeczeństwa]. Targanie biletów, kontrolowanie seansów, zamiatanie popcornu. Mimo wielu przyjemnych sytuacji, zdarzało się również mnóstwo żenujących – pracowników sprowadzało się do roli śmieci, bo są tylko kimś, kto usługuje. Przykre, nigdy się nie zmieni.

  3. Nienawidzę, kiedy ludzie nie doceniają i nie szanują cudzej pracy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: