Kompromis zakupowy?

Mam problem. Poważny, egzystencjalny problem.
Ogólnie sprawa z pozoru może wydawać się błaha, mężczyznom zwłaszcza, ale okazuje się, że to pozory. Sprawa jest poważna.

Otóż…
…muszę kupić buty.

I nawet świat przez pewną krótką chwilę, ulotny moment, wydawał się piękny,
bo odkryłam pomiędzy swymi zwojami mózgowymi wizję, jakie to buty mają być.

Mają być na obcasie. Wysokim i seksownym, wyszczuplającym nogi, ale stabilnym.
Mogą być matowe lub lakierowane, byle gładkie – nie zamsz czy inne mechatości.
Z okrągłym noskiem, i bez efektu nosorożca na przedzie.
Czubki i pięty zabudowane koniecznie, za to boczki mogą być wycięte.
Platformą gardzę wyższą niż pół centymetra.
Koniecznie zapinane wokół kostki.
Kolor – obojętny, byle by był czarny.
I rozmiar na pograniczu z dziecięcym.

Takie, w których będę czuła, że mogę zawojować świat.

Ot, buty idealne.
Wymarzone, cudne, piękne.
Udałam się z tą wizją na miasto.
Z gotowym planem, że wejdę do sklepu i powiem, czego oczekuję.
Wyobraźnie posuwała mi projekcję, że ekspedientka w sklepie będzie jak rodem z amerykańskiego filmu, że w zwolnionym tempie i błękitnej poświacie, u uśmiechem i uprzejmością w głosie powie
– Ależ oczywiście, oczywiście, mamy takie buciki na stanie – i poda mi kartonik.
Już śniłam jak metr nad ziemią płynę w powietrzu wychodząc ze sklepu w nowym obuwiu…

A tu psia bomba.

Czar pryska jak mydlana bańka.
Moja wizja okazuje się chybiona, wręcz nierealna.

Okazuje się, że paradoks udanych zakupów polega na tym,
że jak kobieta nie wie czego chce, to na pewno to znajdzie i kupi.

Nawet uzyska w ten sposób satysfakcję.

Schody zaczynają się w momencie, gdy kobieta jest świadoma swoich zakupowych potrzeb.
W takich sytuacjach zazwyczaj okazuje się, że tego czego kobieta potrzebuje, w sklepach akurat nie ma.
BA! tego czegoś nawet nie ma w produkcji.

Albo jeśli ewentualnie jest, to w cenie tak przystępnej, jak jajko faberże angielskiej królowej.

Przemierzyłam dwa miasta średnie i jedno całkiem spore.
Ofertę sieciówek znam niemal na pamięć, zajrzałam nawet to sklepów wyłącznie z importem chińskim, odważyłam się zajrzeć w luksusowe progi butików, które zazwyczaj skrzętnie omijam z klapkami na oczach.

Butów wymarzonych brak.
A każda próba pójścia na kompromis wydaje mi się krzywdząca, pozostawia niedosyt,
nie daje poczucia uniesienia z jakim wychodzi się ze sklepu dumnie dzierżąc w dłoni reklamówkę ze zdobytym trofeum.

Jest źle.
Paseczek wokół kostki musiałabym uzyskać kosztem ćwieków na piętach.
Stabilny obcas? Tak, ale tylko w komplecie z platformą, mniej więcej wiertniczą.
Wygodne, owszem, znalazłam, ale w fasonie open toe… Heloł, jutro zaczyna się grudzień.
A jedne takie, co zawładnęły mym sercem miały odcień bałtyckiego błękitu.
Ale mnie są potrzebne inne.

To trochę tak, jakby spróbować przekonać faceta, że hybryda zastąpi Mustanga.

Więc niech nikt nie próbuje mi wmówić, że kobiety są niezdecydowane!
Bo jest zdecydowanie odwrotnie.
Tylko oferty w sklepach są mało satysfakcjonujące, niedopasowane do naszych potrzeb.
Ot co!

*
*
*
*

***
Ten wpis bierze udział w konkursie.
Jeśli Ci się spodobał, możesz tutaj oddać na niego swój głos.
Dziękuję 🙂

Reklamy

2 Komentarze

  1. .. coś znalazłam 🙂 ale zbyt daleko.
    .. niezależnie od mocy, siły postanowienia, determinacji i przekonania co i dlaczego zawsze ulegnę zaczajonym pomiędzy regałami impulsom.

  2. […] grudniowej i zarazem ostatniej już edycji konkursu wybrany został wpis “Kompromis zakupowy?”. Będzie mi niezmiernie miło, jeśli ponownie postanowicie wesprzeć mój blog  swoimi cennymi […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: