Czarne Tango – Lena Oskarsson

Sięgając po „Czarne Tango„, drugą poPlacu dla Dziewczynek powieść Leny Oskarsson, wydaną nakłądem wydawnictwa Czarna Owca, liczyłam na soczysty kawałek dobrego, mocnego, skandynawskiego kryminału.

Po przeczytaniu stwierdzam, że jest to tak zwana przeze mnie literatura rozczarowania.
Kolokwialnie ujmując – kompletny niewypał.

Opowiadanej historii brakuje ni ładu ni składu, co sprawia że powieść wydaje się być pisana na kolanie, jakby bardziej z chęci płynięcia na fali i możliwości wykorzystania swoich pięciu minut, niż w celu stworzenia dobrego kryminału.

Na początku przedstawione zostaje kilka pozornie nie związanych ze sobą postaci,
jednak jak się okazuje, wszyscy bohaterowie spotkają się nad jezioro Skiresjon
(miejsce akcji również poprzedniej powieści), gdzie odbywa się Maraton Czarnego Tanga.
W tym miejscu wszystkie do tej pory poznane wątki powinny zacząć się zazębiać,
by w efekcie stworzyć spójną całość.

Jednak jak się okazuje, autorka miała zupełnie inny, niekoniecznie dobry, plan.

Zarówno fabuła jak i charakterystyka postaci, topi się w usilnie stwarzanym, mocno naciąganym klimacie sensacji.
Wszystkiego jest za dużo: ludzi, nieudolnie wkomponowanego w akcję seksu i prób wywołania silnych emocji. Kwintesencję nonsensu stanowi jednak bez żadnego polotu wpleciony w całość, nachalny, żenujący wręcz marketing (szeptany?), promujący pierwszą książkę autorki.

Z treści tak naprawdę wynika niewiele – autorka nie jest w stanie przykuć uwagi czytelnika do tego, co w tego typu lekturze zdaje się być ważne.
W wątkach pojawia się zbyt wiele postaci nie mających właściwie żadnego  związku
z głównym, interesującym wydarzeniem – znana nam już Zuza Wolny stanowi zaledwie
nie wiele wnoszące do rozgrywającej się akcji nawiązanie, że obie powieści Oskarsson mają jednak ze sobą coś wspólnego.
Natomiast postaci od pierwszej chwili wzbudzające ciekawość, przedstawione są w sposób pobieżny i  lakoniczny.
Ot, osoba – słup, umieszczona w danym miejscu by łatwiej było połączyć jedno z drugim.
Autorce, nie czytelnikowi.

Na kolejnych stronach gołym okiem dostrzec można brak konkretnego zamysłu na sklecenie wszystkich pojawiających się w tej historii motywów w jedną, spójną i sensowną całość. Ktoś się gdzieś pojawia, ktoś na kogoś patrzy, ale nie wiele z tego wynika.

T
ajemnicza śmierć pięcioletniej dziewczynki zamiast stać się istotą sprawy jest zaledwie incydentem tworzącym tło  dla ciążowo-rozwodowych rozterek Marianne, nowej mieszkanki miasteczka, posądzanej o bycie autorką „Placu dla Dziewczynek”.
Amatorskie dochodzenie opiera się tu na ploteczkach i niejasnych koneksjach, ciągnie się
w nieskończoność, choć właściwie w ogóle nie powinno mieć racji bytu, przerywane jest „skokami” pomiędzy toczącym się życiem różnych bohaterów, a retrospekcją wstawioną jakby w zupełnie nieodpowiednim miejscu.
Brakuje klarownego ciągu przyczynowo-skutkowego, zbyt wiele rzeczy się rozmywa,
czas akcji gubi się nie wiadomo gdzie.

O ile większość kryminałów czyta się w pełnym napięcia oczekiwaniu na logiczne wyjaśnienie powiązań między wydarzeniami i niespodziewane rozwiązanie zagadki,
o tyle „Czarne Tango” czyta się z nadzieją, że w końcu będzie lepiej, że tuż za moment,
w następnym rozdziale, coś zacznie się odrobinę bardziej kleić.

Żal.
Żal poświęconego na lekturę czasu.
Dobrze, że książka pożyczona – przynajmniej pieniądze w portfelu i miejsce na półce pozostało.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: