Tylko krowa nie zmienia poglądów :)

Rękami i nogami zapierałam się, że jako prawdziwy książkolub tolerować nigdy nie będę ebooków, które zazwyczaj miałam wątpliwą przyjemność przeglądać w pedeefie przy użyciu laptopa lub manewrując niewprawnie wyświetlaczem telefonu, do którego powinnam na tę okazję dokupić mikroskop.
Uparcie twierdziłam, że czytniki to zło konieczne i bajerancki sposób lektury dla lanserów,
a z tyłu głowy tłukła mi się nawet myśl, że posiadacze czytników wcale ich nie używają,
tylko noszą i na prawo i lewo udają, że tacy są inteligentni, bo czytanie ostatnio jest
w modzie.

Wszystko do czasu.
Całkiem nieodległego, gdy w moje ręce wpadła VEDIA.

Vedia K7M eReader

A dokładnie Vedia K7M eReader.
Czytnik klasy średniej, bez digitizera i różnych bajerów, za to prosty w obsłudze
i niesamowicie poręczny (12x20cm, 7″), bez problemu dający się wcisnąć do niewielkiej torebki.

I w mig zapomniałam o wszystkich powtarzanych jak mantra bajeczkach, że książka to szelest papieru i zapach tuszu drukarskiego. I w dodatku eBooki można czytać po ciemku.
A jak się czytanie znudzi, to można przejrzeć zdjęcia, posłuchać empetrójek lub radia, zagrać w ciut nudny tetris albo zająć dziecko puszczając mu bajkę.
Można też sobie nagrać, jak chłop obiecuje, że pozmywa gary 😉


Vedia umożliwia ustawienie jednego z pięciu poziomów jasności podświetlenia ekranu

oraz tyle samo wariantów rozmiaru czcionki (co dla osób przyzwyczajonych do dotykowych urządzeń może początkowo być nieco upierdliwe, zwłaszcza dla plików pdf),
za to czytając książki w formacie „mobi” można zaszaleć i zmieniać sobie kolory literek
na zielony, czerwony albo niebieski (biały też jest, ale nie znalazłam jeszcze ebooka
o czarnych „kartkach”).

Strony można przekładać ręcznie lub ustawić automatyczny czas ich zmiany.
Można czytać trzymając urządzenie w poziomie lub w pionie, można używać czytnika gdy jest podłączony do prądu. Ekran jest matowy, więc można oddawać się lekturze również
w pełnym słońcu.
Jednym słowem – można czytać wszędzie nie taszcząc ze sobą opasłych tomów.

Nie oszukujmy się, jak dusza słów pisanych spragniona, to i na etykiecie szamponu można by się literackiego kunsztu doszukać, więc powiadam Wam, że jak lektura wciąga,
to przestaje mieć znaczenie nośnik, o czym coraz dotkliwiej na własne oczy jest mi się dane przekonać.

Zapewne czytnik ten ma również swoje wady, nie jest modelem jakoś bardzo zaawansowanym, jednak dla mnie Vedia jest urządzeniem wystarczającym,
spełniającym (być może niezbyt wygórowane wymagania – na przykład brak możliwości robienia notatek – zupełnie mi nie przeszakadza) podstawowe wymagania.

Natomiast mam wątpliwość co do ekologicznego aspektu czytników, że podobno ich użycie chroni lasy przed wycinką pod zadruk dla różnych niby to bestsellerów.
Książki przecież drukuje się „do przodu”, nakład wychodzi na zapas…
Więc czy paradoksalnie, nie jest wręcz odwrotnie, że czytnikowcy  przyczyniają się
do większego marnotrawstwa papieru?
Wszak im więcej kupimy ebooków, tym więcej tradycyjnych książek zostanie
na sklepowych półkach.

No i jak to jest, że pożyczaniem elektronicznych książek, wymianą pomiędzy znajomymi,
a przepisami o ochronie praw autorskich. Czy można wysłać raz kupionego ebooka mailem, czy podrzucić komuś na pendrivie? Czy jest to gdzieś sprecyzowane?
Zdania są podzielone a u chomików pełen wybór od poradników po beletrystykę i każdy twierdzi, że to jest w porządku, bo to przecież takie „SWAP party” tylko że nie ciuchowe… Mam bardzo ograniczone zaufanie do tego typu zapewnień – wydawnictw one zapewne
nie satysfakcjonują nawet w najmniejszej mierze.

A Wy mieliście już okazję zaczytać się elektronicznie?
Czy taka forma Wam odpowiada? A może jednak jesteście zwolennikami lektury tradycyjnej?

Wpis nie jest w żaden sposób sponsorowany przez producenta, importera lub dystrybutora urządzenia i stanowi moją subiektywną opinię.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Przyznaję, że miałam zawsze podobnie – czytniki wydawały mi się czystym złem, a papierowa książka jedyną słuszną drogą. Co prawda do dziś czytnika się nie dorobiłam, więc nie miałam szansy przekonać się czy i ja zmieniłabym poglądy pod jego wpływem, ale powoli i tak zaczynam się przekonywać. Fakt, aspekt ekologiczny jest mocno dyskusyjny, ale doceniam inne zalety – możliwość ‚niesienia’ ze sobą setek książek, które nie obciążają torebki, albo to, że czyta się bardzo wygodnie w przeróżnych warunkach. Jedynie cena ebooków wciąż wydaje mi się przesadzona, biorąc pod uwagę koszty wydania i dystrybucji.

    A jeżeli chodzi o pożyczanie/wymienianie itd. – drukowaną książkę też między sobą wymieniamy, czemu więc nie robić tego samego z ebookami? Ktoś za to zapłacił, więc niech dysponuje tym jak chce [o ile nie czyni czegoś nielegalnego, jak np. udostępniania treści na takim chomiczku].

    1. No i to zaoszczędzone miejsce na półkach – rzecz nie do opisania 😀

  2. U mnie było podobnie. Jako zwolenniczka klasyki w (prawie) każdym aspekcie mojego życia długo nie mogłam się przekonać do e-czytnika. Niejako zmusiła mnie do tego sytuacja na uczelni – mnóstwo notatek, kserówek, wszystko w pdf-ie, człowiek nie nadążał z drukowaniem! I tak oto w moich łapkach pojawił się czytnik firmy Prestigio. Bez żadnych bajerów, tylko do czytania. I nie oddałabym go za nic w świecie! Szczególnie przydatny do czytania w łóżku – często nabijałam sobie siniaki jak przysypiałam na lekturą i książka lądowała mi na twarzy. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: