Jesteśmy jak meble

Podasz rękę, a wezmą cały palec, zeżrą go, a później wlezą na głowę i zatańczą.
Wszyscy. 
Niezależnie czy prywatnie, czy zawodowo, jak tylko pozwolisz przestąpić jeden schodek za wysoko, jeden próg za daleko, stracisz kontrolę nad całym do tej pory ciężko ogarnianym bajzlem i nieświadomie przekażesz nad sobą pałeczkę dowództwa komuś, kogo wcale sobie w roli dyrygenta nie życzysz.

To może być szef, a może być i własny mąż.
Może być teściowa, własna matka, a nawet, o zgrozo – zrodzone z Ciebie samej dziecko.
Wystarczy krótka, niepozorna chwila niefrasobliwej nieuwagi i BUM!
Przestajesz być panią swojego życia a stajesz się żywą marionetką w teatrzyku przypadkowych przechodniów.

Wyobraź sobie stół.

Taki wielki, piękny, z litego drewna: dębowy, mahoniowy albo i nawet z hebanu.
Stabilny, piękny, solidny.
Stoi w samym centrum pokoju, wokół niego toczy się życie, choć na co dzień to bardzo funkcjonalny, aczkolwiek bardzo zwyczajny mebel.

W
yciągasz najpiękniejszy, idealnie wyprasowany obrus.

Pieczołowicie układasz na nim najlepszą zastawę, najdroższe sztućce i urocze serwetki.
Masz zamiar gościć swoich przyjaciół, chcesz karmić przy tym stole rodzinę.
Chcesz, żeby było pięknie, w centrum stawiasz idealnie ułożone kwiaty, zapalasz świece, podajesz wszystko to, co najlepsze.
Zarówno zmyślne jak i swojskie potrawy.
Dodajesz dekoracje, ustawiasz szklanki i kieliszki – masz zamiar przy tym stole świętować, radować się, ale i opowiadać o smutkach. Chcesz biesiadować do rana w zaplanowany przez Ciebie sposób.
Chcesz, aby przyjęcie było udane.

A teraz wyobraź sobie, że w piekarniku coś się nagle przypala i nie bacząc na nic lecisz ratować sytuację.

W międzyczasie przychodzą goście – przyjaciele, rodzice, teściowie, szefowie, sąsiedzi.
Wszyscy, których znasz, których spotykasz na co dzień.
Rozgaszczają się, jak na byle jakiej domówce. Ustawiają na stole przyniesione przez siebie sałatki, pompują kiczowate baloniki i rozrzucają tandetne konfetti.

Nic nie pasuje do siebie, źle skomponowane ze sobą potrawy tracą smak.
Poupychane byle jak w wolne na stole miejsca przyniesione przez gości półmiski,
każdy z innej parafii, psują estetyczną wizję uroczystej kolacji, zasłaniają Twoje popisowe dania i kunsztowne, przygotowywane z wielką precyzją, ozdoby…

D
ostawione krzesła przeszkadzają, kolidują ze sobą, a goście zaczynają dywagacje, kto powinien zająć które miejsce, bo przecież wszyscy chcą siedzieć wokół tego coraz mniej efektownego pięknego stołu. Zaczyna się jatka.

Musisz szybko wracać i ponownie zaprowadzić tutaj ład i porządek.
Jadalni potrzebuje interwencji bardziej, niż spalony świński zadek.

Możesz dokonać jednego słusznego wyboru – albo walniesz z całej swojej siły pięścią w ten nadal jeszcze stabilny stół, albo będziesz miała burdel w całej jadalni.

Bo to TY jesteś tym stołem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: