Donatan Szatan i Słowianki Gałganki

Uwielbiam dorabianie ideologii tam, gdzie kompletnie ich nie potrzeba, a ostatnio często gęsto zauważam taką tendencję odnośnie naszego krajowego przemysłu muzycznego.

Nie podobała nam się Natasza, której ostatni utwór zrolował nam umysły, nie spasował nam ustateczniony Wiśniewski z najnowszym przebojem dla emerytów (moja babcia sobie akurat Filiżankę chwali), o muzycznej twórczości Masłowskiej nie wspominam, bo widać, że wielu zwyczajnie nie jest w stanie ogarnąć, co kobieta ma do wyśpiewania.

Coraz częściej,  dochodzą mnie również różnego rodzaju dysputy na temat treści, przekazu
i jakości naszego ostatniego muzycznego hitu eksportowego, czyli utworu pod jakże banalnym i swojskim tytułem „My Słowianie”, mało do tej pory znanego rapera/producenta
Donatana i jeszcze mniej popularnej wokalistki Cleo, mających aktualnie do wykorzystania swoje pięć minut, bowiem duet ten będzie reprezentował nasz kraj w konkursie Eurowizji.

Mam wrażenie, że głównym problemem tej piosenki jest to, że… Polacy rozumieją o czym ona opowiada… 

Aż mi się ciśnie na usta truizm z demotywatorów czy innego równie błyskotliwego serwisu, że jak człowiek ma dobry humor, to słucha muzyki, jeśli zły – analizuje towarzyszące jej słowa. 

„My Słowianki wiemy jak poruszać tym co mama w genach dała”
i już, już podnoszą się głosy, że piosenka sprowadza Polki do roli wiadra na spermę, że tekst śpiewany sugeruje, że Słowianki to tylko do seksu się nadają…
I jak tu się nie złapać za głowę? 

S
trach pomyśleć, co osoba wysnuwająca takie tezy roi sobie w głowie na temat Afroamerykanek znanych nam ze sceny muzycznej Europy Zachodniej lub zza oceanu.

Swoją drogą, co my, gorsze jakieś? Słowianki nie mogą się obnosić ze swoim seksapilem? 
Skąd to święte oburzenie, na przerysowaną treść o tym, że słowiańskie kobiety też mogą się czuć dobrze, wiedząc jak użyć mowy ciała

Jakby się wsłuchać w największe muzyczne hity ostatnich lat i przetłumaczyć ja na nasze, okaże się niechybnie, że żaden z lansowanych w MTV utworów nie ma zbyt błyskotliwego czy ambitnego tekstu. Tylko że to już od statystycznego polskiego krytykanta wymaga większego wysiłku intelektualnego, więc po co, sobie dokładać zgryzoty, skoro można się przyczepić do produkcji krajowej? 

Kto zgadnie jaką funkcję pełni piosenka „My, Słowianie”?
Spieszę z podpowiedzią, że nie jest to przekaz ani historyczny ani posiadający znamiona edukacyjnego. 

Dobra, sama odpowiem.

Ta piosenka na charakter  R O Z R Y W K O W Y. 
Czyli ma ładnie brzmieć, mieć dobry bit i flow, ma się dobrze do niej tańczyć w klubie
i chętnie nucić wraz z samochodowym radiem w porannych korkach. 
Ma wpadać w ucho i sprawiać, że tyłek sam zaczyna podrygiwać w stronę parkietu.
Nic więcej. Żadnych zbędnych teorii spiskowych.

Tak jak niedawno wszędzie obecny Gangnam Style, co to już w ogóle nikt nie wie o czym jest, więc też się nikt przekazu nie czepia, tylko każdy się cieszy z tańca imitującego jazdę na niewidzialnym koniu.
Albo taka Macarena – którą wszyscy znają od kilkunastu lat, dzieciaki w przedszkolu tańczą do tego utworu na przedstawieniach, a mało kto wie, że…
 
Hej seksowna dziewczyno wiesz że cię pragnę
Uwielbiam gdy się uśmiechasz jakbyś nie wiedziała co chcę z tobą robić
Niunia, wyglądasz tak dobrze tej nocy
Rozniecasz moje zmysły, chodź tu i zatańcz ze mną

…tak właśnie w przybliżonym tłumaczeniu brzmi jedna z dwóch jej zwrotek.
Czekam na bunt i zakaz puszczania na szkolnych balikach – no dalej, prawi obywatele, ruszać do boju!

Dziwnym trafem nad dziełem Donatana pastwią się głównie krajanie, podczas gdy wśród pozostałych narodów Słowiańskich (jak ktoś nie wie, które to, to w wikipedii ładnie wszystko  jest wyjaśnione) i nie tylko, piosenka robi furorę i przyczyną tego fenomenu to na pewno nie jest niezrozumienie treści, ponieważ została nagrana na tę okoliczność wersja anglojęzyczna…

A później Polak zdziwiony, że jest odbierany jako wiecznie naburmuszony, pompatyczny
i zrzędliwy. Czy naprawdę chcemy być wyłącznie kojarzeni tylko i wyłącznie z patosem, powagą, Chopinem i wyjściami do kina na filmy pokroju „Przedwiośnia” lub „QuoVadis”? 

Więcej luzu proszę, bo nie mamy takich fenomenów eksportowych w nadmiarze. 

Reklamy

3 Komentarze

  1. Fenomeny może i mamy, z pięknym głosem, świetnym repertuarem, ale… 90% z nich wzoruje się na Zachodzie lub śpiewa covery. Opcjonalnie skończyli karierę na jednym hicie, który nosili w sercu przez całe życie. „Druga Adele” „Druga Celine Dione” „Trzeci Ktoś Tam”. KP Eurowizji to po pierwsze „szoł!” z narodowymi akcentami. Co z tego, że wyjdzie dziewczynina, która powali widownię głębokim głosem, skoro gdzieś za granicą ktoś doda do tego lokalne instrumenty i porwie widownię.

    1. Owszem, mamy artystów, mamy piękne dzieła, mamy nasze gwiazdy, ale wciąż brakuje nam tego „czegoś”, takiego właśnie „szoł” o którym piszesz.
      Myślę, że ten duet jest w stanie coś w tej materii w końcu zmienić.

      1. Nie wiem czy w którymś jeszcze kraju tępi się wszystko, co jest za mało „zachodnie”, „europejskie”. Wszystko musi być od sztancy – produkt eksportowy. Nie zaczniemy odnosić sukcesów, jeśli nie pozbędziemy się kompleksów „fuj, disco polo” „fuj, folklor”. Jeśli komuś podoba się taki gatunek, to why not? USA ma swoje kiczowate country obok ambitnego przemysłu muzycznego. U nas panuje moda na „bądź ambitny albo zgiń”. Tylko ambitnych odbiorców mamy za mało, a tworzenie muzyki dla własnej satysfakcji to mrzonka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: