„Złodziejka Książek” – książka vs. film

Dawno, dawno temu w empiku znalazłam cieniutką, niepozorną, darmową broszurkę. Zainteresowana beżową, stylizowaną na pożółkłą ze starości okładką, z niewielkim rysunkiem przedstawiającym prowadzącą za rękę dziecko Kostuchą, zabrałam książeczkę do domu. Już po drodze przeczytałam całą, nie mogąc się oderwać. Tą broszurką był tzw. zwiastun, zawierający fragment nadchodzącej, lecz nadal jeszcze niedostępnej nowości wydawniczej, na której przeczytanie musiałam finalnie poczekać dwa lata. 

Skoro zwiastun tak mnie zachwycił, to jaka musiała być cała powieść?

Złodziejka książek” Marcusa Zusaka, wielkie, grube tomiszcze, okazało się rewelacyjną, magiczną i nie dająca o sobie zapomnieć opowieścią. Książka idealna – wciągająca historia wojenna, z trzymającą w niepewności akcją, dobrze scharakteryzowanymi postaciami i (panem) Śmiercią w roli narratora. Wszystko to świetnie ze sobą połączone w całość na długo pozostaje w będącym pod ogromnym wrażeniem czytelniku.

1977413_583874615029897_2002542061_n
Z
atem kiedy tylko usłyszałam, ze na podstawie dzieła australijskiego pisarza o powstanie film, miałam ogromne oczekiwania.

Wobec reżysera, scenarzysty, scenopisarza, aktorów, charakteryzatorów i scenografów. Dosłownie wszystkich.

I jak to zwykle bywa, nie zawiodła mnie intuicja podpowiadająca, ze moje wymagania mogą okazać się  zbyt wielkie i że film mi się zwyczajnie nie spodoba… | |
|
Jeszcze nigdy w życiu, w żadnym do tej pory oglądanym filmie, tak bardzo nie raził mnie w uszy wszechobecny w danej produkcji, język angielski. Nie jest to pierwszy film o wojnie, w Niemczech i o Niemcach, ale chyba w żadnym innym anglojęzyczne kwestie nie brzmiały aż tak fatalnie.


Za wyjątkiem narratora wypowiadającego się z wyraźnym, niekrytym i celowym dystyngowanym angielskim akcentem, cala reszta,  od początku do końca filmu, z dziwnym niby niemieckim akcentem, jakby aktorzy dopiero z trudem uczyli się mówić, brzmiała sztucznie.
Jeśli więc macie wybór, polecam oglądać wersję z polskim lektorem, może wtedy nie będzie tak odrzucać.

Pod pozostałymi względami film sam w sobie niby nie jest zły, jednak już w zestawieniu z książką wypada bardzo… nijako.

O ile aktorzy wcielający się w role państwa Huberman (Geoffrey Rush i Emily Watson) , przybranych rodziców Liesel Meminger w mojej ocenie pasują idealnie, o tyle samej głównej bohaterce, mimo niewątpliwej urody i uroku jej odtwórczyni (Sophie Nélisse), brakuje… tego czegoś. Kto czytał książkę, ten zapewne rozumie co mam na myśli.

Całość obrazu wydaje mi się pozbawiona magii, która przyciąga do książki i zachwyca podczas lektury. Ot, powstał kolejny film, o kolejnym dziecku nie rozumiejącym toczącej się wokół wojny, o sile rodziny i przyjaźni w trudnych czasach, bez względu na warunki w jakich przyszło żyć, o oddaniu, lojalności i wadze niesienia pomocy. Twórcy filmu sprawili, ze stał się on podobny do wszystkich tych, które już oglądaliśmy. Historia małej Liesel przeniesiona na ekran została pozbawiona tego, co w powieści zdawało się grać kluczową rolę, natomiast twórcom filmu zdaje się to umknęło, postawili więc oni na to, co już tyle razy w tego typu kinie było! Przypomnijmy sobie filmy sprzed lat – „Chłopca w pasiastej piżamie” czy „La Bella Vita!„. W „Zlodziejce” był potencjał na stworzenie czegoś chociażby ciut innego.

Choć wiedziałam, że prawdopodobnie będę rozczarowana, to cały czas spodziewałam się czegoś innego, obrazu który mnie porwie, który dorówna w jakiś sposób historii na której się opiera… Niestety, nie tym razem. Za to każdemu, niezależnie od wyrobionego na temat filmu zdania. polecam i uparcie polecać będę przeczytanie książki, porównanie i wyrobienie własnej opinii na podstawie zestawienia obu form przekazu.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Książka wybitna i ten, kto ogranicza się do filmu nie wie co traci, bo Zusak stworzył coś ponad prostą historię o wojnie. Sam film też uchodzi, jeśli oceniać go w oddzieleniu od powieści. Przede wszystkim magiczna muzyka.

  2. Kiedy tylko dowiedziałam się, że na podstawie „Złodziejki” zrobią film najpierw poczułam wielką radość, że o tej powieści zrobi się głośniej, ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy ta książka może mieć w ogóle dobrą, filmową adaptację… Wygląda na to, że nadal daje się fory filmom poruszającym tematykę drugiej wojny światowej tylko dlatego, że ten temat poruszają.

  3. niezatrudniona · · Odpowiedz

    Już dawno miałam w planach przeczytanie tej książki ale jakoś nigdzie nie mogłam jej wypożyczyć. W końcu ją kupiłam. Teraz film odkładam na później – muszę dokończyć książkę, która pochłania mnie bez reszty 🙂

    1. To prawda, mimo, że książka jest bardzo popularna, jest bardzo trudno dostępna. Dobrze, że film zaowocował nowym wydaniem, choć szkoda, że od razu i okładka musi być filmowa.

  4. książka jest zawsze lepsza (od filmu). „Zawsze” odnosi się do moich doświadczeń. Pozdrawiam,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: