Partnerstwo dwupłciowe

Z góry zaznaczam, że w swej niesamowitej wrodzonej liberalności nie mam nic do par homoseksualnych – niech każdy sypia z kim chce a nie z kim musi, a wszyscy będą szczęśliwsi, w dzisiejszym wpisie nie o tym.

Uderza mnie pewien sposób powielania informacji:

KOBIETA + KOBIETA = ZWIĄZEK PARTNERSKI
MĘŻCZYZNA + MĘŻCZYZNA = ZWIĄZEK PARTNERSKI
KOBIETA MĘŻCZYZNA= ZWIĄKONKUBINAT kurwa mać. 

Z powyższych równań ładnie wynika, że związki partnerskie, czyli takie, w których jest partnerstwo jako równość względem siebie, mogą być w naszym pięknym, lipą kwitnącym kraju, jedynie jednopłciowe, bo kobieta kobiecie równa, mężczyzna mężczyźnie jednaki.
Związek dwóch osób płci różnej w mało której świadomości funkcjonuje pod przydomkiem partnerskiego.
Bo to konkubinat zwyczajny.
Takie fajne słowo, takie swojskie, co nie?
W końcu każdy z nas ma w sobie zdziebko patologii.

Wiecie, że słowo „konkubina” pochodzi z łacińskiego określenia „kobiety, która z kimś sypia„, czyli nomen omen, takie niezbyt sympatyczne to określenie osoby żyjącej z przedstawicielem płci przeciwnej, na tą przysłowiową kocią łapę. No bo skoro to nie partnerka w związku to kto?
Pewnie zwykła szmata. Bo przecież w Polsce żadna porządna kobieta nie pójdzie do łóżka z bliskim jej mężczyzną nim nie zostanie zaobrączkowana. O czerpaniu przyjemności z tego obcowania to już i grzech nawet wspominać!
Dzięki narodzie za przypinanie kobietom takich łatek.

Nie no, jasne, że jak facet tłucze swoją dziewczynę, gwałci i wyzywa, to taki z niego partner jak z koziej dupy walizka, jednak w takich związkach ekhm… pozamałżeńskich (to z kolei kojarzy mi się ze skokiem w bok męża czy żony) żyje sobie całkiem spokojnie kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy ludzi płci odmiennej z przyczyn różnych i w zasadzie dla osób postronnych – nieistotnych.

Praktycznie za każdym razem, kiedy mowa o możliwości rejestracji związków partnerskich zaczyna się jeżyć moher na głowie, a pisankom pękają skorupki w szale zajadłego sprzeciwu małżeństwom w środowisku LGTB.
Dlaczego nikomu nie przychodzi do głowy, że związek partnerski może również łączyć mężczyznę z kobietą?

Czy wszystkim się wydaje, że każdemu w tym kraju spieszno do ślubu? No bo wiadomo, że jak facet kupi swojej współzamieszkałej dziewczynie pierścionek, to kończy się ów jałowy, jak twierdzi pewna krewka posłanka, konkubinat, a zaczyna zabawa w tytułowanie per narzeczeni i tutaj już pełen szacun środowiskowy.

Ta sama funkcja prawna pod nazwą „rejestracja konkubinatu” jakby w ogóle nie dotyczy lesbijek czy gejów, a przywodzi za to na myśl jakąś regulację dotyczącą wsi z upadłym po peerelu zakładem, siedmioro dzieci, bezzębne usta pod lichym wąsem, szarobury fartuch z łatą jedną na drugiej i tanią flaszkę na obrusie z ceraty…

I o czym to świadczy?

Odbierałam jakiś czas temu polecony do Przyszłego Ślubnego.
Na klatce chmara sąsiadów, wszyscy naszpicowali uszy, w końcu nadal jesteśmy tam nowi.
A pani kto dla adresata? – standardowe pytanie przy składaniu podpisu.
Konkubina – z najszerszym uśmiechem na jaki pozwalają mi usta.
Mina doręczycielki – bezcenna, na klatce grobowa cisza, część emerytek z osiedla nie odpowiada mi od tamtego dnia na „dzień dobry„, więc czekam już teraz tylko na plotki, że jestem bita.

Reklamy

2 Komentarze

  1. też tak o sobie mówię 🙂 Cóż poradzić, lubię to słowo 🙂

  2. Serio spotkałaś się z taką nietolerancją? No w sumie, co się dziwię, w naszym kraju to raczej jest na porządku dziennym.
    Bardzo interesująca część wpisu odnośnie partnerstwa i konkubinatu, nie wiedziałam co to słowo znaczy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: