Ofiary drugiej szansy

Związki mają swoje początki i czasem niestety końce. 
Ludzie się schodzą, rozchodzą, rzucają, kochają, nienawidzą, wracają.

Pół biedy, jeśli para po całkiem udanym związku i gównianym zerwaniu spotyka się znowu przypadkiem i tak jakoś wychodzi, że postanawiają postawić na przebaczenie i znowu spróbować być razem. 

Gorzej, kiedy jedna ze stron, płci obojętnej, po czynieniu związku całkiem gównianym i teoretycznie przynoszącym ulgę rozstaniu, zaczyna twierdzić, że ekspartner(-ka) to jednak najlepszy materiał na towarzystwo do końca życia, jaki się może trafić i postanawia chcieć odnawiać zgliszcza oszambionego kanału i walczyć nadal, nie zwracając zbytnio uwagi że na pewne działania zwyczajnie szkoda pary, bo druga strona ma już swoje plany oraz pomysł na życie wolny od przeszłych zażyłości.

Wtedy zaczyna się błaganie. Proszenie. 
Ubieganie się o drugą szansę. O magiczne słowo.
Żebranie o strzępek miłości i kilka gram uwagi z godnością schowaną w najmniejszą kieszonkę dżinsów.

Nigdy nie zrozumiem co to ma na celu.

N
ie znam bowiem ani jednej osoby zadowolonej ani z otrzymania ani z dania takiej wyżebranej szansy


Z
awsze w takiej chwili strona łaskawie przyjmująca powinna strzelić się w głowę metrem gumy z gaci, bo jeśli nie jest w stanie punktować i tępić w zarodku destrukcyjnych zachowań powracającego partnera i zręcznie wplatać w życie codzienne ultimatum, które uzdrowi relacje a tym samym warunkuje powodzenie owej szansy, to jest na straconej pozycji, teraz i zawsze i już na amen.

Bo z pewnością przy braku konsekwencji to nie będzie ostatnie otwarcie ramion po ostatnim rozstaniu.
Zazwyczaj ten sam, co błagał o możliwość powrotu, po czasie buntuje się na taką naszpikowaną (w jego mniemaniu) nakazami i zakazami miłością, wykłóca się, trzaska drzwiami, zrywa, odchodzi, pielęgnuje w sobie dziwną dumę z poczucia bycia górą, a po niej…

…skamle, że się zrozumiał błędy i złe praktyki powielane w związku.

I jeśli nie ma się siły na odwrócenie wzroku, uznanie sprawy za skutecznie zamkniętą, a danej magicznej szansy za zmarnowaną,  to się człowiek stanie ofiarą pod napływającymi kolejnymi prośbami. 


B
o jak kiepskiej baletnicy wadzi rąbek kiecki, tak komuś kto patrzy na związek przez pryzmat tylko własnych pragnień, oczekiwań i spostrzeżeń, zawsze będzie się wydawało, że upragnionej szansy nigdy nie otrzymał, choć prawdą będzie, że leżą u jego stóp, niewykorzystane bo niezauważone, zgniecione i zadeptane w natłoku innych, własnych ważniejszych  spraw, jak gazety z zeszłego tygodnia.

Czy świadomość dawania takich szans, które z góry wiadomo, że zostaną potraktowane zaledwie jak chusteczka przy upierdliwym katarze nie jest równie poniżające jak poczucie drugiej strony, że się szansy drugiej, piątej czy setnej nie otrzymało? 

Reklamy

4 Komentarze

  1. Czasem potrzebne jest rozstanie, żeby zauważyć wiele spraw. Dalej już kwestia tego, czy obie strony się zmieniają, bo nie znam związku, w którym wina leżałaby tylko po jednej stronie i choćby skały pękały, jedna osoba nie jest w stanie zrobić sama nic.

    1. Oj, mylisz się – spieprzyć wszystko w bardzo łatwy sposób może jedna osoba.
      Czy da się naprawić? W niektórych przypadkach wszystko zależy ciężkiej pracy jednej strony i dobrej woli drugiej.
      Wszystko zależy od tego, jacy ludzie wchodzą w związek ze sobą.

      1. Wydaje mi się, że zawsze psuje się z jakiegoś powodu, który jest wynikiem zachowania dwóch stron. Czasem to kwestia charakteru i odmiennych oczekiwań. Jeśli dwie osoby do siebie nie pasują, to winy nie ma czy leży po obu stronach? Wtedy potrafi ich trzymać tylko przyzwyczajenie.

  2. Szczerze powiedziawszy to nie bardzo wiem co na ten temat myśleć. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nie mam takiego doświadczenia, jestem od 4 lat w związku i mieliśmy czasem ciężkie chwile, jednak nigdy nie dochodziło do zerwania i powrotów. Teraz jestem szczęśliwa, że przetrwaliśmy tamten czas, bo od jakiegoś czasu jest świetnie.
    Gdybym jednak to ja była na miejscu osoby, której zależy na powrocie do związku, to w dalszym ciągu bym się o to starała. To wiem na 100%

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: