Nie wszystko jedno.

Miałam dziadka.
Człowieka milczącego, o usposobieniu spokojnym i nielubiącego zbytniego zawracania siwej głowy nieistotnymi dlań sprawami.
Dziadek stawiając swój spokój ponad wszystko, po ponad 55 latach małżeństwa wiedział już, ze aby zyskać ciszę, należy stać się aż nadtokompromisowym konformistą.
Znaczy, zgadzać się na prawie wszystkie babcine  widzimisię.
W końcu dobra kobieta była.

Dziadek dożył wieku sędziwego.
U schyłku żywota zaniemógł i ugiął się pod presją demencji. Choć przebłyski świadomości miewał.

Babcia wietrzac kres wspólnych dni posłała po księdza z ostatnim namaszczeniem.

Dziadek duszpasterza przyjął, pogawędził i na ostatni sakrament się zgodził.

By odejść godnie w ciszy i w pojednaniu.
Nie, nie nie. Nie z Bogiem. Z babcią.

Bo według niej nie przystoi tak umierać bez… No właśnie. Bez czego? Bez boga, sakramentu, księdza czy obrzędu?

W imię czego i kosztem czego?

A no właśnie.

Wielu wierzących, nie tylko katotalibow i mohery jest przekonanych,  ze ateistom, agnostykom, antyklerykałom czy innowiercom, to wszystko jedno, bo przecie niczego nie tracą, a w razie czego jeszcze mogą wygrać paszport do nieba.

A nam naprawdę nie jest obojętnie.

Jestem katoliczką. I zawsze już będę choć mi tak nie bardzo po drodze. Nawet jeśli nie będę praktykować, i nawet kiedy poddam się apostazji – sakramentów cofnąć się nie da.
Ktoś zadecydował za mnie dla szeroko pojętego, mojego dobra.

Jako relatywnie młoda osoba, której statystycznie życia pozostało jeszcze sporo, poinstruowałam małżonka, że w razie W nie życzę sobie żadnych guseł nad moim truchłem.
To samo tyczy się utraty świadomości, śpiączki czy niepoczytalności. Nie i koniec. Jesli bedzie trzeba, wywiesi mi banner przy szpitalnym łóżku.

Mam swoje zasady. Chodzę do koscioła na śluby i pogrzeby, z szacunku dla potrzeb duchowych moich bliskich, dla których taka wlasnie celebracja jest wazna.
Dla mnie nie jest.
Ale to że nie są ważne, nie jest rownożędne z tym, że mi wszystko jedno jak będzie wyglądał mój na przykład pogrzeb.

W każdej dyskusji powtarzam, że śmieszą mnie agnostycy z bożej łaski, którzy gdy przychodzi co do czego, płyną na fali nowej wiary załatwiać konkordat, chrzciny, edukację katolicką w szkole, komunię i wszystkie inne kościelne bajery. Żeby ludzie nie gadali.
Ci sami, którzy z nieskrywanym zdziwieniem pytają „a co Ci szkodzi?” 

A to mi szkodzi, że nie jestem chorągiewką, że obłuda według ich własnych świętych nauk byłaby grzechem (cholera, jak oni żyją w wierze, że tego nie wiedzą?), z tego co pamiętam z dawnej katechezy, to nawet ciężkim.
Nie chcę ani się, ani być utożsamiana przez resztę gawiedzi z czymś co jest w opozycji do moich ideałów.

A, że niby pojechałam po bandzie?
Że jak nie wierzę a to pewnie system moich wartości jest koślawy i wypaczony?

Nie kradnę, nie gwałcę i nie zabijam, a nawet podatki płacę i ludziom pomagam  nie potrzebując przy tym systemu kar i nagród pośmiertnych.

Wojuję. Paradoksalnie, w świeckim konstytucyjnie kraju trzeba wojować o równe traktowanie osób deklarujących coś innego niż katolicyzm. Nie chcę poklasku, blichtru ani tytułu ateistki roku. Zależy mi na szacunku dla mojego braku wyznania i uswiadomieniu swiatu, ze skoro nie posiadanie uczuc religijnych jest równoznaczne z przyzwoleniem na atak cudzych wiar.

To, ze nie pasuje mi obecność krzyża na ścianie wydaje się dziś bardziej abstrakcyjne niż to, ze komuś przeszkadza jego brak. W urzędzie albo przychodni. Nie wiem czy to jeszcze smutne czy juz straszne.

Pytasz, co mnie boli, że mnie ochrzczono.
A no fizycznie nic, traumy do wody nie mam. Psychicznie trochę uwiera, że mnie do koscioła zapisano, a później prowadzono momentami na siłę nie interesując się moim zdaniem, bo tak stoi w ślubnej przysiędze, bo miało mi być łatwiej, bezpieczniej w tłumie rówieśników i w pełnej krzyży na ścianach szkole. To zamach na wolność młodej, nieukształtowanej jeszcze jednostki.
A ktoś śmie mieć czelność powiedzieć, że to nic takiego, posiłkując się hipokryzją wszechczasów jaką jest zakład Pascala.
To po cholerę bać się ekskomuniki, skoro nawet po niej nadal można wierzyć?

Komunia też mnie uwiera, bo stanowi dla mnie niezrozumiały rytuał, w którym trzeba zjeść niehigieniczny macany gołymi ręcami opłatek, trzeba iść w konkretnym stroju, najlepiej dla wszystkich tym samym, jak w sekcie. Konia z rzędem, temu co po dwudziestu latach z komunii pamieta coś wiecej niż prezenty, opcjonalnie – dobre żarło.
Niby mi tłumaczyli co to i po co to, ale no sorry, wybieram inną bramkę, nie ufam w kanibalizm przez hostię.

A najbardziej uwiera mnie i powoduje wyrzuty sumienia konformizm, podobny do tego który, zaprezentował mój dziadek, a sama strzeliłam taki babol idąc do bierzmowania tylko po to, żeby mama nie truła dupy i żeby nie trzeba było się w gimbazie z dopiero co nabierających jasnej formy poglądów tłumaczyć.
I tak wtedy nie potrafiłabym tego sensownie przekazać i pewnie pod naciskiem jeszcze bym przepraszała, ze nie mam w głowie jedynej słuszności.

I to było end of story, jeśli chodzi o moją przygodę ze wspólnotą.
Za długo mi wmawiano cuda, kazano wierzyć, zmuszani do bezrefleksyjnosci i powtarzano, że tak ma być i już. Pokazywano, że wszyscy, że żaden, że kościół, msza, rekolekcje.
Małomiasteczkowa indoktrynacja.

No to finito.

Dalej już poszłam pod prąd, po mojemu.
W sprawy kościoła się nie mieszam, dlatego dostaję białej gorączki, kiedy kościół chce się wtrabaniać w moje, jako obywatela, kobiety czy chociażby nawet konsumenta.

Odcinam się grubą kreską od święcenia koszyczka, bo nieświęcone mi w gardle nie utknie, od liturgii słowa, bo  tłumaczone i przeinaczane niezliczoną ilość razy od dawna nie oddaje, co autor miał na myśli, od obowiązku spowiedzi z brania leków, naciągania lateksu i innych rzeczy, których niesposób żałować, od obrzędów, tradycji i rytuałów, które są mi na tyle obce, że aż czasami mnie śmieszą, choć rzadko o tym opowiadam, bo się boję ukamieniowania za prześladowanie chrześcijan.
Nie podoba mi się, że jest mi zarzucane lenistwo i pójście za jałową modą bycia kontra, wdupiemanie moich uzasadnień.
A kiedy, jeśli nie teraz mam żyć w zgodzie ze sobą?

Ślub wziełam cywilny i żyję po cywilnemu, po świecku.
I tak chcę też umrzeć. Bez modłów faceta w sukience z firanką, bez namaszczenia, bo mi to nie pomoże, a tym razem zaszkodzi! Po raz kolejny zostałby mi wymierzony siarczysty policzek mimowolności, jakby mi kto w twarz napluł, ustawił w szeregu i kazał się nie wychylać na mecie.

Oby nikt nigdy nie sponiewierał moich przekonań chcąc mnie na siłę wysłać do swojego raju.

Amen.

image

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Podpisuję się pod tym, mam bardzo podobny pogląd.

  2. zgadzam się w pelni, moj Dziadziuś myślę, że zachowałby się tak samo, bo Babcia „włącz mi Radio Maryja” nie odpuściłaby mu ani za życia, ani po smierci, a przeżyli ze sobą już ponad 60 lat, więc Dziadziuś nauczył się, że Babci się przytakuje, słucha się Jej w sprawach dla Niej ważnych, a w pozostałych siedzi się i czeka, aż emocje przestawią się w innym kierunku. taki lajf.

  3. Niestety… czytając ten tekst ma się wrażenie że nie jest Pani wszystko obojętne 🙂 Gdyby nie tak jawnie wroga do religii (zwłaszcza jednej) „deklaracja (nie)wiary” to pewnie dałbym się nawet nabrać, a tak pozostał tylko niesmak.

    Dlatego Bóg zapłać za prawdziwych ateistów których stać na kulturę wzruszenia ramion kiedy rozmawia się z nimi na „te tematy”. Nie żalą się i nie jojczą na to że kiedyś żyli w kościele i uczestniczyli w „gusłach” sakramentów „nie pytani o zdanie”. Jako dorośli rozstali się z tym życiem „po męsku” (tak jak dzieci które dorastają nie muszą się złościć na rodziców że im ktoś kazał zupkę niedobrą jeść, zamiast pozwolić zajadać się cukierkami) i mają swój POZYTYWNY wizerunek świata który nie przeszkadza im uszanować tego że inni żyją religią i wiarą (nie przeszkadzają im ani kościoły ani księża, bo dla nich nie istnieją te sprawy). Mało tego uważają podobnie jak Voltair że „Gdyby Boga nie było, należałoby Go wymyślić” (chyba jednak podoba im się etyka 10 przykazań oczywiście bez pierwszych trzech, no może za wyjątkiem trzeciego bo Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc obchodzą „tradycyjnie” 😀 ). I może właśnie dlatego (a może dlatego że nie znają przyszłości) nie zakładają z góry że będą do końca życia gniewać się na kościół (bo przecież nie na Boga którego „nie ma”) i że „na pewno umrą po świecku” 😉
    Pozdrawiam.

    1. Bardzo proszę o wskazanie fragmentu, w którym stwierdzam, że wszystko mi jedno a także wytłumaczenie tezy, według której prawdziwym ateistą jest tylko ten milczący na temat swych poglądów oraz dlaczego ci prawdziwie wierzący nie potrafią się na takie samo milczenie wobec innowierców zdobyć.
      Czym dla mnie jest zakład Pascala jest w tekście wyraźnie zaznaczone.

      1. „Wszystko mi jedno” to taka figura retoryczna, na której zasadza się przecież sam ateizm – odmawia ludziom prawa do wiary w istnienie absolutnego dobra, w którym na dodatek widzi dla siebie „zagrożenie”. A tu czytam że wcale nie jest wszystko jedno 🙂 „Smutne” jest jednak nie sama negacja, ale sposób jej argumentacji. Jeżeli bowiem wiara w nieistnienie absolutu ma polegać na pogardzaniu wiarą w absolut (z wiecznymi pretensjami że ktoś do czegoś zmusza, kiedy nie zmusza), to proszę wybaczyć ale w takim wypadku wierzący mają prawo się bronić przed niewierzącymi (bronić zasadności wiary we własną ideę). I nigdzie nie napisałem że ateista ma milczeć, ale skoro „nie wierzy” to po co w ogóle zajmuje się problemem który mają inni a nie on? Żeby nie było, to doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że i po „mojej” stronie są ludzie którzy lubują się w zaczepianiu i hejtowaniu „wierzących w pustkę”, ale są też tacy którym ateizm nie przeszkadza (dopóki nie przeszkadza). Zwróciłem tylko uwagę na to, że budowanie na podstawie indywidualnych (nagannych) zachowań poszczególnych osób teorii, że oto sama idea ma charakter zaczepny to przekłamanie i celowa manipulacja. Jako inteligentna osoba z pewnością rozróżnia Pani tę zasadniczą różnicę między promowaniem (argumentowaniem) własnej racji, a pomstowaniem na coś z czym ideowo nie jest po drodze. Ja np. nie mam w zwyczaju uzasadniać jądra zła ateizmu, mam w zwyczaju uzasadniać racjonalność i dobro wypływające z katolicyzmu… W powyższym tekście nie znalazłem niczego pozytywnego co mogłoby mnie przekonać do tego że ateizm jest dobry, albo lepszy od katolicyzmu. Rozumiem że jako autorka na swojej stronie miała Pani prawo do takiego sposobu argumentowania racji jaki tylko się podoba, ale chciałem tylko zaznaczyć swoim komentarzem że nie tędy droga. Czarny PR to oczywiście najprostszy sposób do zohydzania ludziom wszelkiego rodzaju upodobań, ale czy w „pomysłach na życie” nie powinno się raczej do czegoś przekonywać na zasadzie „to jest lepsze” a jak już się piętnuje jakąś ideę to powinno się zacząć od logicznego wyjaśnienia dlaczego idea jest zła, bez budowania na podstawie stereotypów poszczególnych ludzkich zachowań teorii że oto „ten czy tamten katolik zrobił to czy tamto więc katolicyzm jest zły”. W ten sposób można uwalić każdą ideę/ludzką działalność… Policjanci to mordercy (bo jakiś policjant zabił kobietę po pijaku na pasach), rodzice to zboczeńcy (bo jakiś „ojciec” zgwałcił swoje dziecko) a ateiści to… itd. itp. Ludzie źli istnieją i istnieć będą niezależnie od tego jakiego będą wyznania, zawodu czy przekonań. Same zaś idee które (zaznaczam) bazują na absolutnie dobrych wartościach są równie potrzebne jak istnienie kodeksu karnego i na tej podstawie istnienie 10 przykazań jest bardziej przydatne społeczeństwu jak ich brak bo artykułują w prosty sposób czego człowiek powinien unikać w swoim postępowaniu żeby wszystkim żyło się lepiej. To że nie każdy się do tych zasad stosuje to zupełnie inna sprawa – wszak nikt nie krzyczy „zlikwidować prawo karne!” tylko dlatego że ludzie to prawo łamią… Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: