To, co dobre.

To co dobre, uznajemy za pewniak, oczywistość, zaniedbaną, bezwarunkowo należną.
A dupa.

image

Basia
Świat był piękny,  wszystko zaczynało się układać,  choć Gabi była trudną nastolatką, ale to taki wiek, każdy przez to przechodzi. Nie jest łatwo być rodzicem zbuntowanej gimnazjalistki. Kuba miał wtedy rok i chyba jakis ukryty silniczek w pampersie.  Trzeba było mieć oczy dookoła głowy,  żeby za nim nadążyć. Basia długo marzyła o drugim dziecku, ale odważyli się dopiero teraz.
Marek cały czas nadal dużo i długo pracował, ale firma zaczynała w końcu przynosić zyski. Jeszcze tylko kilka miesięcy,  góra rok i zatrudni pracownika do pomocy, powtarzał.
Basia ogarniała dom i dzieci, on pracował. Był pracowity, uczciwy i dobry w swoim fachu, zlecenia się piętrzyly, serce rosło. Już nigdy nie miało być źle, Gabi miała mieć dobrze jak inne dzieciaki, Kuba miał nie zaznać wytykania paluchami,  a Basia miała być po prostu spokojna o to czy jak kupi solidnie buty na zimę to będzie co do garnka włożyć. Dla niej to starczyło, nie potrzebowała więcej. Marek Wracał do domu późno, gdy dzieciaki zazwyczaj już spały, a wychodzil przed poranną pobudką. Basia zawsze wieczorem czekała, by zamienić choć kilka słów przed snem i wstawała rano, by wypić tą pierwsza kawę razem, dać kanapki i buziaka na wyjście.  Powiedzieć i usłyszeć, że kocha.
Za moment wszystko się miało zmienić na lepsze.
Dzwonek telefonu, wizyta w smutnych panów w mundurach.
Basia nie wiele pamięta,  niewiele rozumie.
Marek juz nigdy nie wróci do domu. Marka juz nie ma.
Jakiś debil przekroczył prędkość, a może był po kilku głębszych.  Albo i to i to.
Basia ma 40 lat, od dziesięciu zapierdala na półtorej etatu, nie dosypia, ale wiąże koniec z końcem. Prawie nie zna swoich dzieci, a one znają ją przelotnie, tak jak kiedys tatę. Wciąż  ma w sercu tęsknotę i nieukojony żal,  że tych wieczorów i kaw było zbyt mało.

Kalina
Po rozwodzie z przemocowcem wpadła w wir pracy. Kiedy poznała Michała,  poczuła co to miłość i szczęście.  Nie było co dłużej myśleć ani kalkulować.  Szybki ślub w czerwcu zbiegł się z wypracowany i zasłużonym awansem w pracy. Plany zmieniły się w realizacje,  marzenia w cele. Grudniowe święta spędzali w świeżo wyremontowanym mieszkaniu. W pierwszą rocznicę ślubu Michał kupił ogromny bukiet herbacianego róż i pojechał po Kalinę do pracy. Czekał kwadrans. Później zrobilo się ciemno. Kalina wybiegła z biura i w opuchniętym obitym, sinym chłopaku rozpoznała swojego męża.
Pogotowie przyjechało szybko, po tygodniu postawiono diagnozę.
Jakiś guzonaciek na lewej półkuli. Sielankę szlag tafia, świat się wali.
Michał mieszka co chwilę w innym szpitalu. Raz tydzień,  raz miesiąc,  raz kwartał.  Kalina nie może go trzymać za rękę. Choć bardzo nie chce, musi zamienić szpitalny stołek na wygodny i ciepły fotel w  korpo. Nie może wziąć wiecej urlopu, ani pracy do domu, bo jeśli nie zeżre jej dyrektor, to mogło by to zrobić GIODO. Na jej miejsce jest pierdylion chętnych, równie niezastapionych,  jednak to ona ma do spłacenia kredyt. Kredyt za życie. Każdy dzień traktuje jakby był tym ostatnim, każde wyjście do pracy okupione jest bolesnym pożegnaniem. W głębi serca  już jest gotowa na ostateczność i nadal się z tym nie zgadza. Chciała by, żeby każda minuta stanowiła celebrację sumy małych szczęść, ale tak nie potrafi. Terapeuta nie pomaga. Smutek powodowany świadomością  ulotności definiuje wszystko.

Iza
Choć jeszcze nigdy tak naprawdę porządnie nie dostała od życia po dupie, to odkąd poznała Kalinę i Basię , powoli wyciąga wnioski.
Teraz zamiast chciec, to dostrzega więcej.
Wie, że to co ma, jest nie do przeliczenia na nadgodziny ani intratną pensję, już nie zamieni tego na nic, choć mogłaby nie raz.
Uczy nie kłócić się o bzdety, doceniać chwile, gesty i słowa, nie tylko te wielkie. I dziękować za nie.
Stopniowanie zaczyna od nowa, przewartościowuje.
Zrozumiała, że to co jest jej dane, może nie być wieczne, choć bardzo by chciała inaczej. Cieszy się z tego co inni uważają za  oczywistości takie jak zdrowie, dobra kawa czy ładna pogoda.
Chce żyć wolniej i lepiej, póki jest na to czas i woli pogapić się w gwiazdy, niż stać się jedną z nich.

Advertisements

2 komentarze

  1. Przed złem uciec się nie da, ale nie można pozwolić na to żeby nam dyktowało co jest złe tylko dlatego że może nas tego pozbawić. Pozostaje pytanie – co jest dobre (i jak sobie radzić ze złem)

  2. Cieszę się, że bez traumatycznych przeżyć doceniam każdą chwilę swojego życia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: