Matki internetowe wszytkowiedzące.

Czasem tak bywa, że buszując w sieci zbłądzę w szeroko pojęte parentingi i uprawiam masochizm czytając komentarze.
Mózg się zatrzymuje od geniuszu z nich płynącego. W dobie, gdy wciąż walczymy o równouprawnienie wśród mężczyzn nikt inny tak nie uwłacza kobiecie jak inna baba.

Weźcie się ogarnijta.

Przykro patrzeć, że macierzyństwo tak drastycznie obniża samoocenę, że notorycznie czujecie potrzebę, by prymitywnie podnosić poczucie własnej wartości dopierdalając innej kobiecie-matce.

Bezsensownie wartościujecie sposób narodzin, spekulując, czy dzieciak będzie świętował urodziny czy może jednak dzień wydobycia z łona. Bliskość odmierzacie w mililitrach niemodyfikowanego mleka z opakowania naturalnego zakończonego sutkiem, a wspólny sen wywyższacie do rangi tantry na księżycu Jowisza, linczując przy tym wszystkich rodziców skazujących potomstwo na pozacyckowe odżywianie wcześniej, niż w wieku późnogimnazjalnym i wygodny, ale jakże samotny i obfitujący w nieszczęśliwe (na 100 procent przecież na pewno!) sny odpoczynek, w oddzielnym łóżku, albo i nawet pokoju, oddzielonym od rodziców drzwiami i ścianą i tynkiem, i farbą, na pewno toksyczną i na bank bez atestu.
Bo wiecie lepiej. Kto inny jak nie Wy.
Wszystko. I od wszystkich.

W pale Wam się nie mieści, że ktoś wykracza poza różowo-niebieski standard, płytko warunkujący kobiecość, uczucia i poziom jakości życia ustalony przez… no właśnie – kogo?
Patriarchalny sejm, kolorowe pisma, czy cholera wie co jeszcze innego? Nie wiem, może Bukę z Muminków na przykład?

Aż, z gorzką ironią, mam ochotę zapytać, czy jest jakiś wzór warunkujący udane ojcostwo?
Czy kiedy płodzi pompując o żywot „na górze”, mężczyzna jest prawdziwszym, bardziej zaangażowanym w proces ojcem, niż gdy jest biernym ujeżdżanym w pozycji na jeźdźca?

Strach się bać, co się roi pod kopułą tworzącą takie podziały, na temat rodzin zastępczych i adopcyjnych. To dopiero patola pewnie, cudze dzieci chować, ani tego napoić cyckiem, ani wsadzić z powrotem do środka, żeby wyszło jak człowiek.

A tak serio. Żal czytać, kiedy takie banialuki tłuką głównie kobiety.

Spójrzcie przez chwilę na siebie.
I na Wasze matki.
I te wszystkie skomplikowane relacje między Wami. Nie ważne, czy dobre czy złe.

Zastanówcie się, czy naprawdę uważacie, że to jak się Wam układa w dorosłym życiu, jest uzależnione od rodzaju porodu, sposobu karmienia i wspólnego snu w okresie niemowlęcym?
Wiecie w ogóle jak wylazłyście na ten padół, co i od kogo jadłyście, gdzie i z kim dzieliłyście łoże?

Czy może jednak podłoże zarówno braku zrozumienia, konfliktów jak i silnego poczucia więzi, bliskości, zaufania znajduje się gdzie indziej?

Powiecie, dzieci nie masz – gówno wiesz.
Ale cholera, sama byłam dzieckiem. Wy nie?

Advertisements

4 komentarze

  1. … i trochę nie wiem, czy dzieci nie mając 🙂 mogę napisać – trafiłaś w dziesiątkę .. chyba, że na środku tarczy jest jeszcze jedenastka 🙂 … a.

  2. Polecam na fejsbuniu stronę Beka z mamuś na forach – za głowę można się złapać, w jakim średniowieczu żyjemy.

    1. znam ten fanpage 🙂 muszę przyznać, że w równym stopniu jak mnie bawi, tak też mnie przeraża 😀

  3. Tak, tak, od tego jak dlugo zasypialam w ramionach matki, zależy teraz wszystko 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: